Connect with us

Rozrywka

Przerażające odkrycie na mapach Google! W opuszczonym mieście internauta namierzył…

Użytkownik Google Earth, Jason Cline, podczas korzystania z mapy zauważył coś bardzo dziwnego i niepokojącego.

Published

on

Były to postacie ubrane w białe płaszcze, które znajdowały się na obszarze opuszczonego miasta Rhyolite w Nevadzie w Stanach Zjednoczonych.

W filmie udostępnionym na Tik-Toku Jason ostrzegał ludzi, że zobaczą na nim przerażające rzeczy i oglądają go na własną odpowiedzialność. Nagranie szybko zyskało na popularności i obejrzano je aż 17 milionów razy!

Twórca filmu wyjaśnia, co należy wykonać, aby zobaczyć zjawisko na własne oczy. Autor nakazuje udać się „poprzez mapę” na pustynie i zawęzić jej obszar, tak aby zauważyć okrągły obiekt.

Następnie należy włączyć opcję Street View i naszym oczom powinien ukazać się opuszczony dom. Obok niego będzie znajdować się biała postać, a po odwróceniu widoku powinniśmy zobaczyć krąg takich samych postaci.

Widzowie Tik-Toka byli oszołomieni i w pierwszej chwili przestraszyli się tego, co zobaczyli na filmie. Nie trwało to jednak długo… Część z nich wyjaśniła bowiem, że to specjalnie przygotowana instalacja artystyczna!

Jeden w widzów powiedział, że grupa „przerażających mężczyzn” była znana jako „Ostatnia wieczerza” stworzona przez artystę Alberta Szukalskiego. Wystawa nazwana ,,Goldwell Open Air Museum’’ znajduje się obecnie tuż przy drodze prowadzącej do Doliny Śmierci w Kalifornii.

Rhyolite w latach 20. XX wieku zostało opuszczone i po dziś dzień służy jako świetna atrakcja turystyczna. Na TripAdvisor można przeczytać, że wspomniana ,,przerażająca’’ grafika jest na tyle wyjątkowa i ekscytująca, że każdy turysta musi koniecznie ją zobaczyć.

W rezultacie okazało się, że ,,strach ma wielkie oczy’’, a dzięki rozgłosowi w mediach, wystawa zyskała na jeszcze większej popularności!

Click to comment

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply

Rozrywka

Polski film bije rekordy popularności w Wielkiej Brytanii! Oglądaliście już?

Published

on

Rzadko kiedy premiera polskiego filmu wzbudza aż takie zainteresowanie na świecie. Widzowie pokochali „Za dużego na bajki” także w UK. Czy Wy też już oglądaliście?

„Za duży na bajki” opowiada historię Waldka, nastolatka, którego większość czasu wypełnia granie na komputerze. Pewnego dnia jego mama musi udać się na badania, a opiekę nad chłopcem przejmuje… szalona ciotka.

Jak dowiecie się ze zwiastunu, Waldek nie jest tym zachwycony. Skarży się nawet, że kobieta „znęca się nad nim psychiatrycznie” i nie liczy się jego „życiowymi pirytetami”.

I chociaż mogłoby się wydawać, że będzie to typowa komedia, to sami przekonacie się, że tak nie jest. Ale na tym koniec, bo oskarżycie nas o spojlerowanie.

Okazało się, że polska produkcja Netflixa bije rekordy popularności na świecie. Aż w 38 krajach „Za duży na bajki” znalazł się w TOP10 ulubionych filmów.

Widzowie tylko w ostatnim tygodniu lipca na oglądaniu go spędzili aż 11 milionów godzin! To zdarza się niezwykle rzadko w przypadku naszych rodzimych produkcji.

Kluczem do sukcesu jest tu nie tylko znakomity scenariusz i teksty, ale i sami aktorzy. Dorota Kolak w roli „niezrównoważonej” ciotki spisuje się znakomicie, Karolina Gruszka jak zwykle pokazuje klasę, a Andrzej Grabowski, mimo że nie gra pierwszoplanowej roli, to jednak film bez niego nie istnieje.

Jednak najważniejszą postacią jest Maciej Karaś. Chłopiec już teraz został okrzyknięty „największym odkryciem polskiego kina ostatnich lat”.

Nie ma absolutnie żadnego doświadczenia aktorskiego, a mimo to kradnie całe show! W jaki sposób? Tego nie da się opowiedzieć – to trzeba zobaczyć i usłyszeć.

Nie możemy oczywiście zapomnieć o Patryku Siemek i Amelii Fijałkowskiej, dwójce przyjaciół serialowego Waldka, którzy radzą sobie na ekranie równie dobrze, jak on.

Jeśli jeszcze nie widzieliście filmu „Za duży na bajki” to czas najwyższy na nadrobienie zaległości. Enjoy!

Continue Reading

Rozrywka

Uważajcie na Black Friday! Sprawdziliśmy ceny ofert – czy rzeczywiście jest taniej?

Published

on

25 listopada jeden z najbardziej oczekiwanych dni w roku pod względem promocji – Black Friday. Czy rzeczywiście warto tego dnia polować na okazje?

To już od kilku lat tradycja, że ostatni piątek listopada nazywamy Black Friday, a sklepy – zarówno stacjonarne jak i internetowe – kuszą „niesamowitymi” promocjami. A jak jest w rzeczywistości?

Czy warto polować na okazje tego dnia? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Na okazje polować warto, bo niektóre miejsca rzeczywiście oferują ceny, jakich wcześniej nie znajdziecie.

To jednak, niestety, rzadkość. Przed zakupem koniecznie zapoznajcie się z porównywarkami cen dostępnymi w sieci – zwłaszcza takimi, które oferują podejrzenie historycznych cen na przestrzeni ostatnich miesięcy.

Serwis Which? przeprowadził analizę cen blisko 250 produktów, które mogłyby służyć jako prezenty świąteczne. Wybrano je spośród wielu kategorii i zadbano o różnorodność cenową.

Co się okazało? 210 produktów było tańszych w ciągu ostatnich kilku miesięcy niż w czasie Black Friday! Jak to możliwe?

Zasada jest prosta. Odkąd Black Friday przywędrował do Europy z USA, sklepy już od września regularnie podnoszą ceny wielu produktów.

I tak dla przykładu, ekspres kapsułkowy Nespresso u tego samego dostawcy na Amazonie w lipcu można było kupić za 24.99 GBP, a we wrześniu cena skoczyła do 29.99 GBP. Na tym nie koniec – na początku listopada cena wynosiła już 33.99 GBP!

A tuż przed Black Friday – cud! Cena nagle spadła do 25.99 GBP. Klient, który nie śledził trendów cenowych widzi jedynie dużą promocję – przecena z 34 na 26 funtów to blisko 25%!

I tak dzieje się w wielu przypadkach. Wyliczono, że jednie jeden na siedem przedmiotów w czasie Black Friday jest realnie tańszy niż w przeciągu ostatnich miesięcy. Miejcie to na uwadze i nie dajcie się skusić jedynie „na słowo”.

Continue Reading

Polecane

Copyright © 2021-22 DomPolski.uk, powered by WordPress.